Istanbuł, ach Istanbuł... Z kim nie rozmawiałam, to każdy chce wrócić i to wcale nie dziwne, bo to przecież stolica stolic, tak mówią... Widoki, atmosfera no i jedzenie są po prostu boskie. Nie wspominając o reszcie...
Sporo kotów tam mają, ale Istanbuł ma to do siebie, że koty pięknie wyglądają, zasługa miejscowych czy turystów?

Bazar egipski, polecam wybrać się samotnie, szczególnie kobietom. Niesamowite przeżycie, gdy każdy sprzedawca chce pogadać i tu nie chodzi do końca o sprzedaż, raczej o kontakt ze światem.
Jeden sprzedawca herbaty powiedział mi w tajemnicy, że powinnam mieć tureckie imię.... No i nawet zapisał mi to imię: Aysu... co znaczy tyle co "Ay" - Księżyc, "Su" - Woda. Hmmm....

Najstarszy Uniwersytet w Turcji, czyli w Istanbule. Piękna budowla.



Na tym przystanku trwamwajowym należy wysiąść, aby dotrzeć do Niebieskiego Meczetu, czyli Sultanahmed.
Grand Bazar od środka. Tyle rzeczy tam mają, że ogromnie trudno się zdecydować na coś.


Istiklal Caddesi nocą... czyli Ulica Istiklal.... to chyba najbardziej zatłoczona ulica świata po której przejeżdża nostalgiczny tramwaj, przepychając się przez tłum ludzi.... O której godzinie by sie nie wybrać, to nie można czuć się samotnym....Sprzedawca kasztanów nocą...


No i przysmak Turków... grillowane jelita... nie polecam osobom z wrażliwymi żołądkami, bo można sie przejechać po wszystkich toaletach Istanbułu później.. Nie próbowałam, ale słyszałam, że to przysmaczek...






























































