Kolejna mięsna, bardzo turecka potrawa i jaka ekstrawagancka! Bardzo prosta w przygotowaniu. Jogurt turecki i sos pomidorowy grają pierwsze skrzypce, a gdzieś trochę mięska się przemyka. Kilka warstw. Efektownie wygląda na stole, a to bardzo ważne, szczególnie gdy mowa o tureckim stole. W końcu który Turek czy Turczynka samotnie jadają... niespotykane! :)
Składniki:
sos pomidorowy:
1 średnia cebula, ładnie posiekana
2 łyżki oliwy z oliwek extra virgin
2 - 3 ząbki czosnku
1 papryczka chili, ładnie posiekana
ok. 600 g pomidorów, obranych ze skóry i pokrojonych na mniejsze kawałki
sól
czarny pieprz
1 - 2 łyżeczki cukru
2 - 3 chlebki pita
600 - 700 g mielonego mięsa wołowego lub mielonej baraniny
sól
czarny pieprz
1 średnia cebula, ładnie posiekana
ok. 4 łyżek ładnie posiekanej natki pietruszki
ok. 1,5 łyżeczki przyprawy sumak
400 - 500 g jogurtu tureckiego w temperaturze pokojowej, ubitego lekko widelcem
2 łyżki masła lub oliwy z oliwek
2 - 3 łyżki orzeszków piniowych
Przygotowanie:
1. Przygotować najpierw sos pomidorowy. Podsmażyć cebulę aż będzie miękka. Dodać czosnek i papryczkę, smażyć przez około 2 minuty. Dodać pomidory, posolić, dodać pieprz i cukier. Gotować całość na małym ogniu około 10 minut, aż sos będzie gęsty.
2. Chlebki pita podpiec w piekarniku około 10 minut.
3. Doprawić mięso solą i pieprzem, dodać cebulę, natkę pietruszki i całość bardzo dobrze wymieszać/wyrobić. Najlepiej rękoma lub za pomocą blendera.
4. Nastawić piekarnik na 190 stopni. Przygotować formę do pieczenia i folię aluminiową. Formować podłużne kotleciki. Kłaść jeden obok drugiego na folii. Wstawić do piekarnika i piec około 15 - 20 minut.
5. Chlebki pita połamać na mniejsze kawałki i wyłożyć na duży, okrągły talerz lub naczynie (lub dwa okrągłe talerze). Posypać lekko przyprawą sumac. Polać sosem pomidorowym i następnie polać jogurtem.
6. Rozgrzać masło lub olej na patelni. Dodać orzeszki piniowe i posypać resztą przyprawy sumac. Podsmażyć całość chwilkę.
7. Posypać orzeszkami jogurt. Następnie przełożyć kotleciki na wierzch. Ułożyć je w słoneczko.
Podawać natychmiast.
Smacznego!
Po trochu o wszystkim, a szczególnie o tym co mi najbliższe czyli o jedzeniu i podróżach :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołowina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wołowina. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 września 2011
środa, 3 sierpnia 2011
Pilaf z wołowiną (Kıymalı Pilav)
No i znowu pilaf. A to dlatego, że jeszcze wszystkich możliwych smaków z tej "półki" nie przerobiłam, a ponadto pilafy są bardzo proste i szybkie w przygotowaniu. Binnur na swojej stronie ma osobny dział właśnie z przepisami tylko na pilafy, tak więc nie jest to wcale takie małe zagadnienie kulinarne. Oryginalny przepis na ten pilaf można znaleźć tutaj (click!).
Po kilku "pilafowych" próbach, to jednak pilafy z dodatkiem mięsa lub podrobów kwalifikują się zdecydowanie do moich smaków.
Składniki:
150 g mielonego mięsa wołowego
1 średnia cebula, pokrojona w plasterki
2-3 łyżki pomidorów z puszki
1/2 szklanki (cup) ryżu, wypłukanego i wysuszonego
1 szklanka (cup) pokrojonych warzyw (marchew, kukurydza, fasola, papryka itp.) zamrożonych
1/2 szklanki (cup) wody
1 łyżka masła
sól
pieprz
Sos jogurtowy:
1/2 szklanki jogurtu greckiego
1-2 ząbki czosnku ładnie posiekanego
Przygotowanie:
Zeszklić cebulę na maśle, dodać mięso mielone, sól i pieprz. Smażyć aż mięso nabierze brązowego koloru. Dodać resztę składników. Wymieszać. Zmniejszyć ogień i przykryć patelnię. Gotować aż ryż pochłonie całą wodę
Podawać pilaf z sosem jogurtowym. Świetny jako dodatek, ale też może być na lunch. Można się tym najeść.
Smacznego!
Po kilku "pilafowych" próbach, to jednak pilafy z dodatkiem mięsa lub podrobów kwalifikują się zdecydowanie do moich smaków.
Składniki:
150 g mielonego mięsa wołowego
1 średnia cebula, pokrojona w plasterki
2-3 łyżki pomidorów z puszki
1/2 szklanki (cup) ryżu, wypłukanego i wysuszonego
1 szklanka (cup) pokrojonych warzyw (marchew, kukurydza, fasola, papryka itp.) zamrożonych
1/2 szklanki (cup) wody
1 łyżka masła
sól
pieprz
Sos jogurtowy:
1/2 szklanki jogurtu greckiego
1-2 ząbki czosnku ładnie posiekanego
Przygotowanie:
Zeszklić cebulę na maśle, dodać mięso mielone, sól i pieprz. Smażyć aż mięso nabierze brązowego koloru. Dodać resztę składników. Wymieszać. Zmniejszyć ogień i przykryć patelnię. Gotować aż ryż pochłonie całą wodę
Podawać pilaf z sosem jogurtowym. Świetny jako dodatek, ale też może być na lunch. Można się tym najeść.
Smacznego!
niedziela, 24 lipca 2011
Oberżyna nadziewana wołowiną (Nohutlu Etli Patlıcan Dolması)
I znowu po turecku. Binnur na swojej stronie podaje takie wspaniałe i w dodatku proste przepisy z kuchni tureckiej, że trudno ich nie wypróbować. Potrawy z oberżyny coraz bardziej do mnie przemawiają, ale niestety oberżyna przygotowywana w całości do pięknych dań nie należy, dlatego uważam, że sfotografowanie brzydkiej potrawy smakującej wyśmienicie jest wcale niełatwą sztuką. Ja niestety tej sztuki jeszcze nie przyswoiłam dogłębnie, ale sądzę, że jestem na dobrej drodze. Taką mam przynajmniej nadzieję. Póki co, polecam przygotować to danie, jeśli oko nie ma szans się nacieszyć poniższą fotografią. Danie proste i szybkie w przygotowaniu. Turkowi smakowało i uznał, że znajduje się na końcu skali, od tej pozytywnej strony, tak więc jest dobrze. :)
Przepis oryginalny znajduje się na tej stronie (click!).
Składniki:
4 - 6 małych oberżyn
Nadzienie:
100 g - 150 g mielonego mięsa wołowego
3 łyżki ciecierzecy (gotowej z puszki)
2 łyżki ryżu, wypłukanego w zimnej wodzie i wysuszonego
1 łyżka posiekanego koperku
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
2 małe cebule, ładnie posiekane
szczypta pieprzu cayenne
1 łyżeczka soli
czarny pieprz do smaku
kilka sztuk małych pomidorków
1 szklanka (cup) bulionu wołowego
1 łyżka masła
Sos:
sok z połowy cytryny
1 łyżeczka suszonej mięty
1 ząbek czosnku, posiekany (rozgnieciony) ze szczyptą soli
Przygotowanie:
Wymieszać razem wszystkie składniki nadzienia.
Ściąć oberżyny przy ogonku. Wykroić miąższ ze środka pozostawiając około 3 mm na brzegach, wewnątrz. (Wygodnie wycina się miąższ drylownicą do jabłek (click!) ale trzeba uważać, aby sie nie przebić na wylot.) Miąższu nie wyrzucać, lecz odlożyć na bok i przygotować pózniej oberżynę z ciecierzycą (click!).
Napełnić każdą oberżynę nadzieniem z wołowiny. Dobrze docisnąć, aby zmieściło się jak najwięcej nadzienia, ale zostawić troszkę miejsca, około 2 - 4 mm u góry. Pokroić pomidorki w plastry i nałożyć na wierzch nadzienia każdej oberżyny - przykryć nadzienie.
Przełożyć gotowe oberżyny do garnka, dodać łyżkę masła, dodać bulion wołowy i resztę pomidorów. Gotować na średnim ogniu około 40 minut.
Wszystkie składniki sosu wymieszać razem i dodać do garnka z oberżyną.
Podawać najlepiej z jogurtem tureckim.
Smacznego!
Przepis oryginalny znajduje się na tej stronie (click!).
Składniki:
4 - 6 małych oberżyn
Nadzienie:
100 g - 150 g mielonego mięsa wołowego
3 łyżki ciecierzecy (gotowej z puszki)
2 łyżki ryżu, wypłukanego w zimnej wodzie i wysuszonego
1 łyżka posiekanego koperku
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
2 małe cebule, ładnie posiekane
szczypta pieprzu cayenne
1 łyżeczka soli
czarny pieprz do smaku
kilka sztuk małych pomidorków
1 szklanka (cup) bulionu wołowego
1 łyżka masła
Sos:
sok z połowy cytryny
1 łyżeczka suszonej mięty
1 ząbek czosnku, posiekany (rozgnieciony) ze szczyptą soli
Przygotowanie:
Wymieszać razem wszystkie składniki nadzienia.
Ściąć oberżyny przy ogonku. Wykroić miąższ ze środka pozostawiając około 3 mm na brzegach, wewnątrz. (Wygodnie wycina się miąższ drylownicą do jabłek (click!) ale trzeba uważać, aby sie nie przebić na wylot.) Miąższu nie wyrzucać, lecz odlożyć na bok i przygotować pózniej oberżynę z ciecierzycą (click!).
Napełnić każdą oberżynę nadzieniem z wołowiny. Dobrze docisnąć, aby zmieściło się jak najwięcej nadzienia, ale zostawić troszkę miejsca, około 2 - 4 mm u góry. Pokroić pomidorki w plastry i nałożyć na wierzch nadzienia każdej oberżyny - przykryć nadzienie.
Przełożyć gotowe oberżyny do garnka, dodać łyżkę masła, dodać bulion wołowy i resztę pomidorów. Gotować na średnim ogniu około 40 minut.
Wszystkie składniki sosu wymieszać razem i dodać do garnka z oberżyną.
Podawać najlepiej z jogurtem tureckim.
Smacznego!
czwartek, 23 czerwca 2011
Cunard
No właśnie, co to takiego? A dokładnie Cunard Line to brytyjskie przedsiębiorstwo żeglugowe obsługujące statki wycieczkowe takie jak Queen Mary czy Queen Elizabeth. Dzisiaj do Stockholmu zawitał zwodowany w 2007 roku Queen Victoria.

Ponieważ raz do roku bywamy na jakimś rejsie i zawsze kupujemy bilety w jednym biurze turystycznym, więc z tej też okazji zapraszani jesteśmy na lunch na któryś ze statków, który ma akurat przystanek w Stockholmie. Biuro przysyła nam listę statków z datami, kiedy przybywają do Stockholmu. Trzeba podać kilka opcji i zostaje się zakwalifikowanym lub też nie na któryś ze statków.
Moja turecka połowa jest swego rodzaju wielbicielem wszelkiego rodzaju rejsów na tych wycieczkowcach, tak więc nie ma przebacz, co najmniej raz do roku gdzieś płyniemy. Na szczęście jest on nie tylko wielbicielem, ale także specjalistą od wyszukiwania niskich cen na tego rodzaju podróże. Jakoś tak wychodzi zawsze, że rejsy rezerwujemy zazwyczaj od tego samego, dużego biura turystycznego w Stockholmie. Dzięki temu zapracowaliśmy na rabaty i kolejne lunche na statkach. :) Baki ogromnie chciał zobaczyć Cunarda od środka, poczuć trochę luksusu i dzisiaj miał tę okazję. Pogoda trochę nie dopisała, bo przemokliśmy do suchej nitki zanim dotarliśmy do portu.
No ale co dokładnie z tym Cunardem... Co roku zaznaczaliśmy na liście, że chcielibyśmy zobaczyć od środka któryś ze statków Cunarda i zjeść tam lunch. Jednak co roku jest tylu chętnych na zobaczenie Cunarda, że niestety dotychczas nam sie nie udawało. Były inne statki, m.in. amerykańsko-norweska firma Royal Carribbean, któremu pozostaniemy lojalni. :) Była też włoska Costa, z którą płynąć już chyba raczej nie chcemy (m.in. powodu braku pomidorów na śniadanie :) ). Ale o tym kiedy indziej.
No i dzisiaj udało nam się, w końcu, odwiedzić jeden ze statków Cunarda - Queen Victoria. Powiem krótko, żadna rewelacja. Wystrój statku bardzo angielski, powiedziałabym raczej staro-angielski. Wszystko w brązach, drewnie i złocie. Jak na mój gust to trochę zbyt jednolite, nie ma za bardzo na czym "oka zawiesić".
Rejsy na statkach Cunarda są jedne z najdroższych na świecie i po dzisiejszym oglądaniu statku nie rozumiem dlaczego są takie drogie.

Zawsze przed lunchem robiony jest tzw. "visning" czyli zwiedzanie statku. Jakiś manager ze statku oprowadza przed lunchem całą grupę opowiadając o statku, próbując, oczywiście, jak najlepiej "sprzedać produkt". Pani, która nas oprowadzała opowiadała o statku używając ciągle tych samych słów "this is very popular here, as well", nie ważne o której części statku opowiadała. Ponadto co chwilę opowiadała, że za coś trzeba zapłacić extra. Na przykład, aby dostać miejsce w loży w teatrze to trzeba zapłacić 70 dolarów za osobę za wieczór.

Ponadto na statkach Cunarda są dwie klasy, z czym nie spotkałam się wcześniej na rejsach. To oznacza, że osoby z niższej klasy nie mogą korzystać z części dla tej lepszej klasy. Tak więc osoby klasy 1 mają zapewnione własne restauracje, własny night club itd. Zabawne, że za korzystanie z tej własnej części muszą dodatkowo zapłacić. Na pewno grupa docelowa klasy pierwszej na tych statkach jest dokładnie określona i mowa tutaj jest niewątpliwie o osobach bardzo bogatych.
Nasze wrażenie po odwiedzinach dzisiejszych jest takie, że nie skorzystamy i nie popłyniemy z Cunardem. Taki nowoczesny Titanic, gdzie średnia wieku wśród gości to 70 lat. Może za jakieś 25 lat zechcę popłynąć z tą firmą, ale na pewno nie teraz. Cóż, turecka połowa, również doznała rozczarowania. W porównaniu do statków Royal Carribean to naprawdę żadna rewelacja, szczególnie, gdy Royal oferuje więcej i za połowę tej sumy którą proponuje Cunard. Ponadto nie ma dodatkowych opłat na Royalu, kupuje się bilet i nie trzeba więcej za wiele myśleć i jakiś dodatkowych kosztach na statku. A poza tym średnia wieku na Royalu to 40 lat.)
Na statku jest tylko jeden mały basen, do którego nie można skakać (patrz ostrzeżenie! :) ). Zdziwiłabm się, gdyby ktoś zechciał skakać do tego basenu. Poniżej widok na Stockholm ze statku.
A co było na lunch? Menu poniżej... (Zdjęcia jedzenia takie sobie, bo mój aparat nie wyrabia w pomieszczeniach i podczas pstrykania należy wstrzymać oddech :) )
Zamówiliśmy różne dania, aby móc popróbować wszystkiego po trochu.
Na przystawkę wzięłam szparagi z mozarellą. I bez zachwytów.
Pieczone grzyby z krabem na przystawkę jako drugi wariant... Ciekawe smaki...
Danie główne to łosoś z krewetkami i szpinakiem... Ależ się najadłam, to była porządna porcja i łosoś świetnie upieczony...
Polędwica wołowa z warzywami. Bardzo smaczne. :)
Lub tarta z jabłkami i lodami waniliowymi...
Statki Cunarda polecam wszystkim, którzy nie mają co robić z pieniędzmi i bardzo lubią luksus, no i angielski styl. :)

Ponieważ raz do roku bywamy na jakimś rejsie i zawsze kupujemy bilety w jednym biurze turystycznym, więc z tej też okazji zapraszani jesteśmy na lunch na któryś ze statków, który ma akurat przystanek w Stockholmie. Biuro przysyła nam listę statków z datami, kiedy przybywają do Stockholmu. Trzeba podać kilka opcji i zostaje się zakwalifikowanym lub też nie na któryś ze statków.
Moja turecka połowa jest swego rodzaju wielbicielem wszelkiego rodzaju rejsów na tych wycieczkowcach, tak więc nie ma przebacz, co najmniej raz do roku gdzieś płyniemy. Na szczęście jest on nie tylko wielbicielem, ale także specjalistą od wyszukiwania niskich cen na tego rodzaju podróże. Jakoś tak wychodzi zawsze, że rejsy rezerwujemy zazwyczaj od tego samego, dużego biura turystycznego w Stockholmie. Dzięki temu zapracowaliśmy na rabaty i kolejne lunche na statkach. :) Baki ogromnie chciał zobaczyć Cunarda od środka, poczuć trochę luksusu i dzisiaj miał tę okazję. Pogoda trochę nie dopisała, bo przemokliśmy do suchej nitki zanim dotarliśmy do portu.
No ale co dokładnie z tym Cunardem... Co roku zaznaczaliśmy na liście, że chcielibyśmy zobaczyć od środka któryś ze statków Cunarda i zjeść tam lunch. Jednak co roku jest tylu chętnych na zobaczenie Cunarda, że niestety dotychczas nam sie nie udawało. Były inne statki, m.in. amerykańsko-norweska firma Royal Carribbean, któremu pozostaniemy lojalni. :) Była też włoska Costa, z którą płynąć już chyba raczej nie chcemy (m.in. powodu braku pomidorów na śniadanie :) ). Ale o tym kiedy indziej.
No i dzisiaj udało nam się, w końcu, odwiedzić jeden ze statków Cunarda - Queen Victoria. Powiem krótko, żadna rewelacja. Wystrój statku bardzo angielski, powiedziałabym raczej staro-angielski. Wszystko w brązach, drewnie i złocie. Jak na mój gust to trochę zbyt jednolite, nie ma za bardzo na czym "oka zawiesić".
Rejsy na statkach Cunarda są jedne z najdroższych na świecie i po dzisiejszym oglądaniu statku nie rozumiem dlaczego są takie drogie.

Zawsze przed lunchem robiony jest tzw. "visning" czyli zwiedzanie statku. Jakiś manager ze statku oprowadza przed lunchem całą grupę opowiadając o statku, próbując, oczywiście, jak najlepiej "sprzedać produkt". Pani, która nas oprowadzała opowiadała o statku używając ciągle tych samych słów "this is very popular here, as well", nie ważne o której części statku opowiadała. Ponadto co chwilę opowiadała, że za coś trzeba zapłacić extra. Na przykład, aby dostać miejsce w loży w teatrze to trzeba zapłacić 70 dolarów za osobę za wieczór.

Ponadto na statkach Cunarda są dwie klasy, z czym nie spotkałam się wcześniej na rejsach. To oznacza, że osoby z niższej klasy nie mogą korzystać z części dla tej lepszej klasy. Tak więc osoby klasy 1 mają zapewnione własne restauracje, własny night club itd. Zabawne, że za korzystanie z tej własnej części muszą dodatkowo zapłacić. Na pewno grupa docelowa klasy pierwszej na tych statkach jest dokładnie określona i mowa tutaj jest niewątpliwie o osobach bardzo bogatych.
Nasze wrażenie po odwiedzinach dzisiejszych jest takie, że nie skorzystamy i nie popłyniemy z Cunardem. Taki nowoczesny Titanic, gdzie średnia wieku wśród gości to 70 lat. Może za jakieś 25 lat zechcę popłynąć z tą firmą, ale na pewno nie teraz. Cóż, turecka połowa, również doznała rozczarowania. W porównaniu do statków Royal Carribean to naprawdę żadna rewelacja, szczególnie, gdy Royal oferuje więcej i za połowę tej sumy którą proponuje Cunard. Ponadto nie ma dodatkowych opłat na Royalu, kupuje się bilet i nie trzeba więcej za wiele myśleć i jakiś dodatkowych kosztach na statku. A poza tym średnia wieku na Royalu to 40 lat.)
Na statku jest tylko jeden mały basen, do którego nie można skakać (patrz ostrzeżenie! :) ). Zdziwiłabm się, gdyby ktoś zechciał skakać do tego basenu. Poniżej widok na Stockholm ze statku.
Zamówiliśmy różne dania, aby móc popróbować wszystkiego po trochu.
Na przystawkę wzięłam szparagi z mozarellą. I bez zachwytów.
Pieczone grzyby z krabem na przystawkę jako drugi wariant... Ciekawe smaki...
Danie główne to łosoś z krewetkami i szpinakiem... Ależ się najadłam, to była porządna porcja i łosoś świetnie upieczony...
Polędwica wołowa z warzywami. Bardzo smaczne. :)
Lub tarta z jabłkami i lodami waniliowymi...
Statki Cunarda polecam wszystkim, którzy nie mają co robić z pieniędzmi i bardzo lubią luksus, no i angielski styl. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










